wtorek, 16 stycznia 2018

Palcem po mapie - czyli planujemy wakacje.

Źródło
Troszkę mnie nie było ale nałożyło się na mnie kilka spraw, które musiały być ogarnięte w terminie. Wszytko pięknie szło, do czasu aż w sobotę, na imprezie firmowej skręciłam kostkę. Kiedy więc, stało się dla mnie jasne że w gratisie z imprezą dostaję co najmniej tydzień wolnego, myślałam że wreszcie dobiorę się do bloga, jednak nie bardzo miałam natchnienie, być może moja wena jest bezpośrednio połączona z kostką ;)

Początek roku obfitował w układanie wakacyjnych planów. Osoby które teraz złapały się za głowę i pomyślały "Co za idioci planują wakacje w styczniu?!", proszę o cierpliwość i doczytanie choćby tej części notki. Wakacje planujemy tak wcześnie, ponieważ w tym roku będziemy je mieć od 27 kwietnia, tak więc wcale nie mamy za dużo czasu.
 
Plan naszych wakacji jest dosyć ambitny, biorąc pod uwagę że musimy się zmieść w dwóch tygodniach, a jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to będziemy musieli przejechać 3 469 mil, czyli jakieś 5 582 km. Dlatego też, druga część naszych wakacji zależy od tego czy podczas pierwszej nie odpadną nam tyłki od siedzenia w aucie ;)


Pod znakiem zapytania stoi właśnie Nowy Jork, najmniej nam na nim zależy, jest to raczej zapychacz, tak żeby nie siedzieć w domu na urlopie, no ale co z tego wyjdzie, to się okaże.

Natomiast pewne jest to, że tegoroczne wakacje w końcu spędzamy pod palmami! I choć nie zapuszczamy się w tak odległe od nas Miami, to i tak jestem bardzo podekscytowana Florydą. Naszym celem jest Panama City Beach, położona nad Oceanem Atlantyckim, a dokładniej nad Zatoką Meksykańską. Pokoje zarezerwowaliśmy w hotelu Holiday Inn Express, który jest bardzo atrakcyjny, nie tylko ze względu na to że posiada basen zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz, ale również dlatego że leży nad samym oceanem i posiada prywatną plażę.



Pomału szukam już atrakcji w okolicy i zapisuję swój notes wszystkimi miejscami które chcę odwiedzić. Choć, nie będę ukrywać że głównie jestem nastawiona na grzanie dupy, po tej okropnej zimie która nas teraz nawiedziła w Chicago.

W drodze powrotnej dosłownie na jeden dzień i jedną noc zatrzymamy się w Tennessee, ponieważ męska część naszej załogi, uznała za punkt honoru odwiedzenie destylarni Jacka Danielsa. I już nawet znaleźli sobie informację, że cały zakład można zwiedza na dwa sposoby, pierwszy to zwykła wycieczka jak w muzeum, natomiast druga jest z degustacją. Zgadnijcie którą wybrali?:)


Jeśli po tej części wakacji, będziemy na siłach, to do Chicago wrócimy na 2-3 dni i wybierzemy się na kilka dni do Nowego Jorku. Trochę to ciemno widzę, za dobrze pamiętam jak boli tyłek po 10 godzinach jazdy a co dopiero po tylu. No ale powiedzmy że chłopaki są większymi optymistami.
Mnie najbardziej cieszą plaże, palmy i mam szczerą nadzieję że nie spotkam aligatora na wolności :)

A jeśli ktoś ma ochotę dowiedzieć się co nieco o zakupach w amerykańskim stylu, to serdecznie zapraszam na blog Mówiąc Słowami, gdzie razem z przesympatyczną Magdą, popełniłyśmy Blogerskie pitu-pitu, właśnie o tym jak wyglądają zakupy w Stanach. Zapraszam!