wtorek, 22 maja 2018

Downtown Chicago - czyli wakacje cz.1

Długo myślałam, od czego zacząć streszczanie naszych wakacji. W końcu uznałam że zrobię to od początku, czyli dzisiaj, jeszcze nie zaproszę Was na piaszczyste plaże, gorącej Florydy. Dzisiaj zapraszam Was, do pochmurnego Chicago i trzech absolutnie obowiązkowych miejsc, które musicie zobaczyć kiedy wybierzecie się za wielką wodę a także jednego, poza Chicago, które też fajnie zobaczyć.


1. Navy Pier 


To chicagowskie molo, o długości ponad kilometra, wchodzące w jezioro Michigan. Znajduję się tam wiele różnych atrakcji, zaczynając od trójwymiarowego kina IMAX, poprzez różnego rodzaju wystawy, sklepy, restauracje a kończąc na diabelskim młynie, którego wysokość, to blisko 60 metrów. 


Obecny diabelski młyn, powstał na miejscu swojego poprzednika (z 1995 roku), na wiosnę 2016 roku i jest teraz obiektem całorocznym z ogrzewanymi (i klimatyzowanymi) gondolami. Koszt budowy, wyniósł bagatela 26,5 miliona dolarów. 

Widok z diabelskiego młyna.

Navy Pier, jest jedną, z najczęściej odwiedzanych atrakcji turystycznych w Stanach (!), rocznie odwiedza je, około 9 milionów turystów, a i sami chicagowianie, bardzo lubią to miejsce. Będąc tam, warto również wybrać się na rejs po rzece Chicago i jeziorze Michigan. My niestety, tym razem nie mieliśmy na to czasu, zresztą tak jak na większość atrakcji jakie oferuje bulwar, jednak diabelskiego młyna, nie mogliśmy odpuścić.


2. Skydeck


To punkt obowiązkowy, dla każdego kto przyjeżdża do Chicago. Jest to taras widokowy, położony na 103 piętrze budynku Willis Tower (szerzej znanym jako Sears Tower). Jego największą atrakcją są oczywiście szklane balkony, które wychodzą poza piętro budynku, dzięki czemu mamy wrażenie, spaceru w powietrzu. Niestety, zupełnie nie pomyślałam, żeby zrobić zdjęcie pustego balkonu, dlatego posłużę się zdjęciem z internetu.

Źródło

Każdemu kto wybiera się na skydeck w lecie (czyli w sezonie turystycznym), polecam stawić się tam, już na samo otwarcie. Nam w tamtym roku, droga na górę zajęła ponad 3 godziny, przez koszmarne kolejki na każdym kroku. Tym razem, jako że było poza sezonem i w dodatku w tygodniu a nie w weekend, wejście na górę, łącznie z kupnem biletów, zajęło jakieś 15 minut. 


Wyjazd windą na 103 piętro to zaledwie 60 sekund (!). Koszt biletu, to 24$ i jest to naprawdę świetna inwestycja. Przy ładnej pogodzie można zobaczy 4 stany: Illinois, Michigan, Indianę i Wisconsin, niestety - mnie się to jeszcze nie udało. Nie mniej jednak, zawszę lubię tam wracać, ponieważ widoki są niepowtarzalne.


3. Millennium Park


W związku z tym, że wszystkie wspomniane tutaj atrakcje (oprócz domu Kevina), chcieliśmy odwiedzić w jeden dzień, to niestety nie mieliśmy za dużo czasu na spacery po Millennium Park, ale jak najbardziej polecam każdemu, aby spędzić tam kilka godzin. Naprawdę jest co oglądać i warto przejść cały. Jako że my już tam byliśmy kilka razy, a naszemu gościowi z Polski, zależało głównie na "fasolce" to właśnie na niej się skupiliśmy, ale naprawdę, warto obejść cały park. 


Wracając do fasolki, powstała ona w 2006 roku i tak naprawdę, rzeźba ta, nazywa się Cloud Gate, jednak praktycznie wszyscy nazywają ją "The Bean". Jest to chyba najbardziej fotogeniczny obiekt w Chicago, można zrobić masę zdjęć z różnych stron, o różnych porach dnia czy roku. Każde zdjęcie będzie robiło wrażenie. Oprócz fasolki, zdążyliśmy zobaczyć muszlę koncertową (znajduje się zaraz przy fasolce) a także crown fountain.


Są to interaktywne fontanny które przedstawiają różne ruchome twarze, które się do nas zazwyczaj uśmiechają a co jakiś czas...plują wodą. Niezmienne mnie one bawią i chciałabym wiedzieć, co mieli w głowie ludzie którzy je wymyślili ;)


4. 671 Lincol Ave, Winnetka. 


Winnetka, to miejscowość która znajduje się nieopodal Chicago i jest znana głównie z domu, w którym kręcono Kevina. Willa której powierzchnia to ponad 400 metrów kwadratowych, była zamieszkiwana od 1988 roku przez Państwa Abendshien, co ciekawe, właściciele mieszkali w niej, nawet podczas kręcenia filmu. W 2011 roku, najwyraźniej mieli już dość tłumów pod oknami (traktujcie to z przymrużeniem oka) i postanowili wystawić dom na sprzedaż. Początkowo cena wynosiła 2,4 miliona dolarów, niestety nie było zbyt wielu chętnych na taki zakup i skończyło się na sprzedaży za skromne 1,5 miliona, w 2012. Za nim powiecie, że nic dziwnego że nikt nie chciał domu za 2,5 miliona, to muszę Wam powiedzieć, że średnia wartość domu miejscowości Winnetka to milion dolarów, a więc dodatkowe 1,5 za sławę, jaką się cieszy, to wcale nie tak dużo. Niestety, nazwiska nowego właściciela nie ujawniono (choć zapewne jest to do znalezienia), jednak z całą pewnością, nowa rodzina tam mieszka. Nawet ostatnio, na wjeździe stało kilka samochodów. Myślę, że mało kto chciałby mieszkać w tym domu, ponieważ co chwilę, ktoś robi jego zdjęcia. Za każdym razem kiedy tam byłam, było przynajmniej 10 osób. Miasteczko to, w Stanach, nie słynie tylko z domu McCallisterów ale również z tego że w 2015 roku, zostało uznane za drugie (!) najbogatsze miasteczko w Stanach Zjednoczonych, w rankingu firmy finansowej 24/7 Wall St. Warto się tam przejechać, nawet jeśli nie przepadasz za Kevinem, wille które które niejednokrotnie, swoją wielkością przypominają zamki, naprawdę świetnie się ogląda. Tym bardziej, jeśli są praktycznie na każdym kroku. 

Szacuje się, że Chicago posiada, około 1000 atrakcji turystycznych, mam nadzieję że kiedyś uda mi się zobaczyć większość, tym razem nie było na to czasu, głównie dlatego, że nasz gość z Polski, był u nas tylko 2 tygodnie, z czego tydzień spędziliśmy na Florydzie. Nie mniej, Chicago jest pięknym miastem i na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.